piątek, 19 lutego 2010

Lawendowo...

Wczoraj otrzymałam paczuszkę z Lawendowego domu .
W całym domu zapachniało...
Ciasteczka o cytrynowej nutce smakowej i wyrafinowanym zapachu lawendy - stały się idealnym dopełnieniem wieczornej herbatki.
Dziękuję Pani Beato!

wtorek, 16 lutego 2010

"Drzwi do lata"...

Czytałam tą książkę kilkanaście lat temu, odnalazłam w niej takie same jak moje pokłady tęsknoty. I tą chęć odnalezienia własnego miejsca w tym świecie...



Ja długo szukałam... Po wielu latach wydawało mi się, że odnalazłam... A teraz... Tysiące przeciwieństw losu, kolejne rozczarowania, stale przesuwające się terminy...


To chyba jeszcze nie mój czas...
Dni przeciekają mi przez palce, mijają tygodnie, miesiące, lata... A we mnie nadal smutek i tęsknota... I niemoc.
Przeglądam inne blogi i zazdroszczę tym ludziom pasji - kulinarnych zdolności, złotych rąk do szycia, zmysłu do wyczarowywania wspaniałych wnętrz, itd... Ci ludzie mają jakiś cel i konsekwentnie go realizują. Cieszą się życiem i w pełni je przeżywają.
A we mnie pustka tańczy...


Chciałabym odnaleźć moje drzwi do lata i powrócić do czasu , gdy jeszcze miałam ideały, plany i marzenia...

niedziela, 14 lutego 2010

Bez okazji...

Tylko nie płacz -
łzy wypalą ci policzki,
serce w głaz zamienią.
Tylko nie płacz -
włosów nie posypuj ziemią,
Już i tak czas uciekł za daleko,
już i tak za późno jest by trwać.
Nie płacz - to nic,
żyj choć nie chcesz żyć.
Na złość zrób złym muzom,
twórz -
miedzy chwastami bądź różą!

22.04.1999

czwartek, 11 lutego 2010

Pączków nie będzie...

Oczywiście, żeby tradycji stało się zadość pączki są ale... tym razem nie smażone własnoręcznie ale za sklepu.

Za to popełniłam ciasto dla mamy, na poprawę nastroju...



Ciasto:
5 jaj,
3/4 szklanki cukru,
3/4 szklanki mąki pszennej,
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej,
1 łyżeczka proszku do pieczenia.

Masa:
puszka brzoskwiń,
galaretka brzoskwiniowa albo pomarańczowa.

Dekoracja:
śnieżka,
1 łyżeczka żelatyny,
3/4 szklanki mleka,
starta czekolada.

Ubijamy białka jajek ze szczyptą soli na sztywna pianę. Dodajemy po kolei żółtka. Mąki przesiewamy i łączymy ze sobą oraz z proszkiem do pieczenia. Dodajemy do ciasta małymi porcjami i ręcznie albo za pomocą miksera ale na najniższych obrotach mieszamy całość.
Ja ciasto piekę w prodiżu. Wykładamy dno papierem do pieczenia, ścianek niczym nie smarujemy. Pieczemy około 30 minut aż góra ciasta ładnie się zarumieni.
Ciasto wyciągamy z prodiża dopiero po wystygnięciu. Przekrawamy na 2 części.

Galaretkę rozpuszczamy w szklance gorącej wody. Brzoskwinie kroimy na małe kawałeczki i wrzucamy do galaretki. Gdy zacznie tężeć smarujemy nią połowę ciasta i przykrywamy drugą połową.
(Ciasto to typowy biszkopt więc jeśli boimy się, że będzie za suche możemy je odrobinę nasączyć np.: przegotowaną woda z odrobiną soku z cytryny).

Śnieżkę ubijamy z mlekiem. 1 łyżeczkę żelatyny rozpuszczamy w około 2 łyżkach gorącej wody, wlewamy do ubitej śnieżki i jeszcze chwilę ubijamy. Gdy zacznie tężeć smarujemy nią wierzch ciasta.
Posypujemy startą czekoladą.

Smacznego!




Na dworze zamieć... w południe mam wyjazd i już wiem, że muszę zabrać ze sobą łopatę - na wszelki wypadek. W ostatnim czasie wiele takich wypadków miało miejsce, a stanie w zaspie w szczerym polu jakoś mi się nie widzi.

środa, 10 lutego 2010

Ja chcę kota...

Wstrzymywałam się z napisaniem tego posta z nadzieją, że będę mogła się pochwalić nowym domownikiem ale niestety...
O co chodzi? O to, że chciałabym mieć w domu... kota!!! A konkretnie kotkę. I już prawie się udało, gdyby się nie okazało, że moje nowe kochanie jest rodzaju męskiego. Ech... Kolejny samiec w domu mi niepotrzebny. Znajomy weterynarz poradził, żeby się wstrzymać, kocur będzie nam znaczył teren i chodził w teren, więc żeby unikać takich sytuacji, zdałoby się go pozbawić męskości. To ja już wolę poczekać na moją koteczkę.
Jako dziecko miałam wspaniałego kocura - nazywał się Marian i mieszkał ze mną 10 lat. Okolice zwiedzał notorycznie mimo moich próśb i zakazów, a potem wracał na łono rodziny z licznymi obrażeniami całego ciała. Mimo to kochałam go bezgraniczną dziecięcą miłością do samego końca.
Po erze Mariana żaden kot nie zagościł już w moim domu. I właśnie teraz chciałabym to zmienić. Chcę kota!!! Mamy już trzech rzezimieszków ale one mieszkają na dworze i wątpię aby na dłuższą metę chciały teraz dzielić ze mną swoją przestrzeń życiową. Dlatego musi to być nowy kot a raczej koteczka. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się znaleźć.

Nasza ekipa:

- Szary i Mały bez ogona


- Bury skaczący po wierzbie





Zima oczywiście nadal bez zmian, śniegu wszędzie dużo za dużo, lodu też w nadmiarze.
Zrobiliśmy karmnik dla ptaków ale jak do tej pory żaden się nie skusił :-( mimo że sikorki okupują okoliczne drzewa. Bardzo wiele ptaków drapieżnych pojawiło się nad wsią, pewnie polują na gryzonie albo gołębie. Dużo u nas też srok. I coraz częściej blisko domów podchodzą kuropatwy. Zwierzętom chyba też już dopiekła ta zima.